Od tygodnia mieszkanie znów świeci pustką, ale nawet nie było czasu, żeby za bardzo to odczuć. Remont kuchni nieco się wydłużył, wyskoczyła mała niespodzianka, a mianowicie stare płytki się zbuntowały i postanowiły sobie odpaść. Cóż innego nam pozostało, musieliśmy zakupić nowe, ładnie je przykleić i zafugować karmazynową fugą (tu niskie ukłony w stronę mojej siostry:) ). Ale już wszystko zrobione i gotowe, nie licząc rzecz jasna tych dekoracyjno wykończeniowych drobnostek, z którymi już sama krok po kroku się kiedyś uporam :).
Ale ja nie o tym dziś chciałam, ale o pieczeniu na szybko :). Wczoraj wieczorem miałam godzinkę czasu przed przyjściem znajomych aby upiec coś co nie wymagałoby specjalnych składników, a do tego w ekspresowym tempie. Rzecz jasna na pomoc przyszły mi niezawodne muffinki. A ostatnio zaopatrzyłam się w końcu w specjalną blachę do ich pieczenia, więc tym sprawniej mi to poszło :).
A oto przepis, jak zazwyczaj wyszukany gdzieś w necie.
Muffinki cytrynowe z odrobiną maku
225 g mąki (ja dodałam więcej troszkę, bo miałam za rzadkie ciasto)
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczka soli
190 g cukru pudru
170 ml oleju
150 ml mleka
1 duże jajko
1 białko
sok i otarta skórka z cytryny
2 łyżeczki maku + mak do posypania
Jak zwykle mieszamy suche składniki w jednym naczyniu, mokre plus skórka z cytryny w drugim. Łączymy niezbyt starannie i szybko. Wykładamy do foremek, posypujemy makiem i hop do pieca na 25 minut w temperaturze 190 stopni. Wychodzą pyszne aromatyczne, cytrynowe babeczki mniam :).
sobota, 27 lutego 2010
poniedziałek, 15 lutego 2010
Pełna chata
Od ponad dwóch tygodni znów w domu gwarno, pełno, głośno, ciasno i wesoło, czyli jak w temacie - pełna chata. Dlatego też blog świeci pustką, przy tym wszystkim trudno znaleźć czas na pstrykanie, pisanie a co dopiero wielkie tworzenie. Ale, żeby nikt nie pomyślał, że leniuchuję, wręcz odwrotnie, roboty tyle, że nie wiadomo gdzie ręce włożyć. W tym czasie jeszcze remontuje mi się łazienka, toaleta, kuchnia czyli ogólnie rzecz biorąc wszystko w domu postawione na głowie :).
Tworzenie czegokolwiek zeszło na tak poboczny plan, że koszyk prezentowany ostatnio w stanie surowym, w takim jest do dnia dzisiejszego, a pudło, które robię na zamówienie już dawno w normalnych warunkach powinno być skończone, a jego stan jest odrobinkę dalej posunięty niż wspomnianego kosza, ale do wykończenia jeszcze kawałek drogi :).
Żeby nie być gołosłownym załączę zdjęcia pudła, które powędruje do pewnej przytulnej łazienki.
Tworzenie czegokolwiek zeszło na tak poboczny plan, że koszyk prezentowany ostatnio w stanie surowym, w takim jest do dnia dzisiejszego, a pudło, które robię na zamówienie już dawno w normalnych warunkach powinno być skończone, a jego stan jest odrobinkę dalej posunięty niż wspomnianego kosza, ale do wykończenia jeszcze kawałek drogi :).
Żeby nie być gołosłownym załączę zdjęcia pudła, które powędruje do pewnej przytulnej łazienki.
Takie pudełka powstają z gotowych już kartonowych jakichkolwiek opakowań np.: po butach, albo jak ten wyżej po papierze do drukarki. Ja obklejam je rurkami gazetowymi do papierowej wikliny, nadaje kolor bejcą, ozdabiam decoupage ewentualnie jak widać napisy to zamalowuje jeszcze pasującą farbą kryjącą i kilkakrotnie lakieruję.
A oto dwa mniejsze gotowe, które zrobiłam już dość dawno temu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



