... tak zostałam nazwana przez moją rodzinę po ostatnich wyczynach renowacyjnych :).
Mowa tutaj o wspomnianych już wcześniej fotelach. Jestem bardzo zadowolona i dumna z siebie, że podołałam i że efekt końcowy wyszedł zadowalający. Gdyby nie ta parszywa politura, to praca byłaby nawet całkiem przyjemna i miła :). Co w nich zrobiłam? Praktycznie wszystko od początku. Rozebrałam pokrycie, wyciągnęłam stare gąbki, pozbyłam się sprężyn, założyłam taśmy tapicerskie, dałam nowiutką piankę (T30, 8cm) i nowe obicie ( gruby len, ale chyba z czymś zmieszany). I odnowiłam drewniany stelaż, zdarłam politurę i pomalowałam ciemną lakierobejcą (zapomniałam jaki to kolor był).
Fotele były trzy i musicie mi uwierzyć na słowo, bo dałam radę sfotografować tylko jeden, gdyż robiłam i odwoziłam je po kolei, a nie wszystkie na raz.
Tak wyglądały przed:
A tak wyglądają teraz:
Właściciele są bardzo zadowoleni i to jest najważniejsze :).
Pozdrawiam!!