wtorek, 23 sierpnia 2011

tapicer hobbysta...


... tak zostałam nazwana przez moją rodzinę po ostatnich wyczynach renowacyjnych :).
Mowa tutaj o wspomnianych już wcześniej fotelach. Jestem bardzo zadowolona i dumna z siebie, że podołałam i że efekt końcowy wyszedł zadowalający. Gdyby nie ta parszywa politura, to praca byłaby nawet całkiem przyjemna i miła :). Co w nich zrobiłam? Praktycznie wszystko od początku. Rozebrałam pokrycie, wyciągnęłam stare gąbki, pozbyłam się sprężyn, założyłam taśmy tapicerskie, dałam nowiutką piankę (T30, 8cm) i nowe obicie ( gruby len, ale chyba z czymś zmieszany). I odnowiłam drewniany stelaż, zdarłam politurę i pomalowałam ciemną lakierobejcą (zapomniałam jaki to kolor był).
Fotele były trzy i musicie mi uwierzyć na słowo, bo dałam radę sfotografować tylko jeden, gdyż robiłam i odwoziłam je po kolei, a nie wszystkie na raz.
Tak wyglądały przed:



A tak wyglądają teraz:


Właściciele są bardzo zadowoleni i to jest najważniejsze :).
Pozdrawiam!!


środa, 17 sierpnia 2011

prezent dla dwulatki

Tildą tego na pewno nie nazwę, bo tym samym obraziłabym te wszystkie z Was, które szyją piękne tildowe rzeczy. Ale aniołkami nazwać już je mogę. Chłopczyk i dziewczynka, jakby ktoś nie zauważył ;). Dla Emisi "kolega" i "koleżanka" - taki etap życiowy teraz przechodzimy :D. "Kolega" zaraz pierwszego dnia musiał "jechać do lekarza", bo ciocia za słabo rączkę przyszyła i odpadła :). A wszystko zapakowane w troszkę za dużą dla Małej torbę. Taka mi się uszyła, bo chciałam, żeby aniołki ładnie się w niej zmieściły.








A aktualnie, już od miesiąca bawię się w tapicera. Oj ciężka to praca. Stare PRL-owskie fotele z drewnianą podstawą. Jeśli ktoś wie co to politura, to jemu nie muszę mówić jak wygląda zdzieranie tego cholerstwa z drewna - mordęga. Ale jeden fotel już powędrował do właścicieli, gotowy i pachnący świeżutkim lakierem, pozostały jeszcze dwa. Następnym razem pokażę.
Pozdrawiam!