sobota, 30 października 2010

Nie wiem jak Wy, ale ja lubię jak coś co ma każdy u mnie wygląda nieco inaczej:). Oczywiście  nie wszystko da się "podrasować", ale jak się da i chce to czemu tego nie zrobić:).
Pewnie nie co dzień ludzie na blogach prezentują swoją toaletę, ale mnie moja się podoba, więc patrzcie :)


to oczywiście decoupage

A oto nowe wcielenie zwykłej białej lodówki :).

Bardzo spodobał mi się motyw makowy w kuchni, w ogóle u mnie to pomieszczenie w dodatkach idzie raczej w czerwień. Dlatego jak zobaczyłam ten czajnik, od razu musiałam go mieć, właśnie taki. Bez żadnych gwizdków, z pięknym dzióbkiem, z drewnianą rączką, dokładnie taki chciałam.

środa, 27 października 2010

krzyżyk za krzyżykiem

Nowa rzecz się tu pojawi teraz. To na dowód mojej wszechstronności (ach ma wrodzona skromność :) ), a może nawet bardziej tego, że na dłuższą metę robienie jednej i tej samej rzeczy jest dla mnie okropnie męczące :). Dlatego też urozmaicam sobie życie robiąc wszystko co mi się podoba i do czego mam odpowiednie warunki i narzędzia :).
Tym razem chwalę się malutkimi krzyżykami :).


Wszystkie te maleństwa wylądowały na ubrankach jednej małej Pyzuni, która jak na małą Pyzę przystało już z nich wyrosła :). Gdzieś jeszcze w otchłaniach mulinowo-kanwowych czają się kurki czekające na ostatni szlif. Gdakają i gdakają, ale jeszcze jajek żadnych nie zniosły to znaczy, że mogą jeszcze poczekać :).

wtorek, 26 października 2010

wracam niepostrzeżenie

Ehhh... Jakkolwiek nie zacznę i tak głupio wyjdzie. Dużo się działo, dużo się zmieniło, wiele zostało tak jak było. Ot proza życia, nie ma co tłumaczyć, że się nie miało czasu, że się nie miało jak... Tak po prostu byłam, nie byłam, a teraz znów byłam, to znacz jestem :).
Tak więc zacznę od zaległości i może kiedyś wyjdę na zero :).

Po wieeelkim remoncie kuchni zostały mi stare podwieszane pod szafki półki zrobione przez mojego tatę dawno temu. A że to solidna firma, więc trzymały się naprawdę całkiem dobrze, jedyne co można było im zarzucić to okropny osad z oparów kuchennych i gazu. Ale od tego są różne środki czystości i papier ścierny. A ja nie mogłam przecież wyrzucić takich półek, a że pomysł na ich odnowienie wpadł mi do głowy sam z siebie to na co miałam czekać, skoro wciąż cierpię na chroniczny brak miejsca.
Tak prezentowała się jedna z dwóch półek przed moją ingerencją


A to już gotowe piękniutkie pasiaczki wiszące dostojnie na mojej ścianie, jak widać na zapełnienie ich nie trzeba było długo czekać. Wręcz stało się to natychmiastowo i mogłabym rzec bez mojego świadomego udziału :)








Ach i można zobaczyć tu już skończony, gotowy i w pełnej krasie kosz prezentowany kiedyś przeze mnie (klik), ale jeszcze w formie gazetowej "gołej" :)