piątek, 29 stycznia 2010

Pudełko, albo może kosz :)

Nareszcie to zrobiłam!! :)
Namęczyłam się troszkę przy tym, nie powiem, że nie. Wczoraj siedziałam chyba 4 godziny i plotłam, i plotłam, i plotłam (nie mylić z gadaniem :) ). Ale w końcu uplotłam i mimo iż minimalnie się przekrzywił, to jestem z niego bardzo zadowolona. Można śmiało robić takie właśnie ze stelażem, bo dzięki temu koszyk nawet bez malowania i lakierownia jest naprawdę bardzo stabilny, masywny i wytrzymały, no i przede wszystkim równiusieńki :). Teraz marzy mi się więcej takich koszy, drewniana konstrukcja i komoda prawie jak wiklinowa gotowa! Może kiedyś uda mi się coś takiego wykombinować :). A na razie prezentuję moje dzieło w stanie surowym - nie pomalowanym :)

środa, 27 stycznia 2010

kolczyki dobre na wszystko :)

Właśnie jestem w trakcie wyplatania pudełka z papierowej wikliny. Wymyśliłam sobie tym razem, że zrobię do tego drewniany stelaż z cienkich drewnianych deseczek, żeby pudełko mogło być duże, a mimo wszystko równiutkie.
Bez stelaża, plecione na wymiar, kwadratowe, albo prostokątne koszyczko-pudelka zawsze wychodziły mi troszkę nie równe, gdzieś tam koślawe, miejscami za luźno, miejscami za mocno ściągnięte. Ogólnie nie do końca byłam z nich zadowolona :).
Wszystko byłoby super z tym stelażem, gdyby nie fakt, że deseczki mi się rozklejają pod wpływem nieustannego obracania, naciągania, przekładania, a są nieco za cienkie, żeby je pozbijać, i to zaczęło mnie bardzo denerwować :). A żeby się odstresować porobiłam sobie kolczyki :) to zawsze pomaga, a do tego cieszy oko, bo zawsze coś wyjdzie :).


 

 

 

 

 

I tyle tego wyszło z rozpędu :)

czwartek, 21 stycznia 2010

urodzino-imieniny

Kolejny rok przeleciał, już dawno minął ten czas, kiedy na urodziny czekało się z narastająca niecierpliwością, teraz już chyba lepiej się do tego nie przyznawać :). Ja chciałam się tylko pochwalić nietypowym prezentem jaki w tym roku dostałam i do tego niezmiernie jestem z niego zadowolona :). Mianowicie jest to stolik warsztatowy i piła do cięcia deseczek drewnianych. Stolik ma ruchome deseczki blatu i takie "chwytaki" gdzie można coś "unieruchomić" jak w imadle i ogólnie jest bardzo fajny, lekki, wytrzymały (do 100kg) i można go troszkę złożyć na płasko-dzięki temu mieści się w moim pokoju.




Wczoraj piekłam kolejną wersję muffinek tym razem smak kokosa, banana i rodzynek.
Składniki:
1 i 2/3 szklanki mąki
1/2 szklanki brązowego cukru (ja dałam biały)
2 łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli
1 szklanka wiórków kokosowych
1/2 szklanki rodzynek
2 pokrojone w kostkę banany
1 jajko
1/2 szklanki mleka
3 łyżki roztopionego masła
Posypka:
łyżka masła
odrobinę cukru
wiórki kokosowe - tyle, aby konsystencja była dogodna do posypania

Suche składniki mieszamy osobno, mokre osobno, podczas łączenia dodajemy rodzynki i banany. Wykładamy do foremek i posypujemy zrobioną wcześniej posypką, możemy ją lekko "podociskać" tak aby po upieczeniu się nie zsypywała.
Pieczemy jak zawsze w temp. 190 stopni około 25 minut.
Smacznego :)


środa, 13 stycznia 2010

wszędzie zapach farby i kleju

Prezentuję wczorajsze zapaćkane brakujące dwie szklane butelkowe panny :). Miało wyjść ładne popękanie, ale coś jakby nie wyszło:), a na zdjęciach to już zupełnie nie widać, truuudno :).

 

Dokończyłam dziś również "renowację" starego młynka.

"Czułem jak swoimi delikatnymi dłońmi dotykałaś moich żelaznych okuć
i cały świat zawirował wraz z ruchem mojej zwariowanej miłością korbki
lecz kiedy się zbuntowałem i cały zardzewiałem
ty zamiast mnie pocieszyć - wrzuciłaś mnie do śmieci 


Chciałbym z tobą zatańczyć, ale nie mam prawej nogi
Chciałbym cię mocno przytulić, ale nie mam prawej dłoni
Chciałbym popatrzeć na ciebie, na ciebie, ale nie mam także głowy
Bo na imię mam Młynek a nazwisko Kawowy"

 Janusz Grzywacz "Młynek kawowy"

Bardzo lubię tę piosenkę :). No właśnie, ktoś miał zamiar go wyrzucić, a ja go przygarnęłam i popaćkałam, fajny nie? :)




Zatęskniłam też troszkę za wiosną i poeksperymentowałam z klejem na gorąco. Posmarowałam olejem szybkę od antyramy i na tym "narysowałam" tym klejem kwiatka, potem odkleiłam, pomalowałam i gotowe. Pewnie łatwiej byłoby farbą w sprayu, ale takowej nie posiadam.

wtorek, 12 stycznia 2010

z potrzeby czegoś zrobienia:)

Dziś bawiłam się w "decoupagowanie" potrzebowałam się wyżyć twórczo i zarazem uspokoić wewnętrznie. A czas po temu najlepszy, gdyż mieszkanie znów opustoszało, najbardziej aktywna (należy to interpretować na wiele sposobów:) ) część rodziny wróciła na swe tymczasowe "włościa". Nagle zrobiło się dużo miejsca, którego nie ma czym zapełnić, nagle pojawiła się cisza, której nie ma co zagłuszyć i nagle pojawiło się więcej czasu, który postanowiłam wykorzystać nie tylko na spanie :).
Trzy twory szklane dziś sobie popaćkałam, z czego dwa jeszcze wymagają, dopaćkania, a teraz zajmują się schnięciem. Rzecz jasna i jak zwykle robione z potrzeby robienia, bez konkretnego celu i przeznaczenia, bez okazji i wiedzy o potencjalnym przyszłym właścicielu, ot tak po porostu.
Zdjęcia wyszły mi fatalne, wiem niestety. Robione naprędce z obawy przed tym, że zabraknie mi czasu, na wyspanie się przed jutrzejszym wczesnorannym wstawaniem do pracy, co i tak było bez sensu, bo czy ja kiedykolwiek wyspałam się gdy musiałam wstać tak rano. Jasne, że nie :).

niedziela, 10 stycznia 2010

Już świeci :)



Lampa gotowa, już wisi i w dodatku, nie uwierzycie, ale świeci :). Nie wiem czy jest ona szczytem moich marzeń i możliwości, ale na razie niech pozostanie taka, w każdej chwili można "kostki" zmienić, przerobić, przekombinować. Daje troszkę podejrzanie czerwone światło, ale mam nadzieję, że nikogo niepożądanego nie przyciągnie :D.
Oczywiście od razu wyjaśniam, że ja aż taka zdolna nie jestem i montaż, kable, podwieszanie, mocowania, wkręty-to wszystko pozostało zwalone na męskie głowy i jak widać doskonale i zadowalająco sprostali temu zadaniu, za co serdecznie dziękuję :).
Mała rzecz, a cieszy, tym bardziej, że zrobiona własnoręcznie i można być pewnym, że takiej nie ma nikt. Polecam serdecznie samodzielne wykonania czegokolwiek, satysfakcja gwarantowana :).

wtorek, 5 stycznia 2010

Lampa - niestety nie Alladyna :)

Tłukło mi się coś po głowie i tłukło, aż wreszcie wytłukło... dziurę, a w tej dziurze zapaliła się żaróweczka z  super pomysłem: zrobię lampę!!:)
Pomysł w sumie nie wziął się z bylekąd, bo już od dawna myślałam nad zamianą lampy w moim osobistym, własnym i już nie długo, ale jeszcze mimo wszystko jedynym pokoju. Lampa obecna brzydka nie jest, ale robi mi okropne rzeczy, a mianowicie średnio co miesiąc przepala mi którąś z czterech żarówek i chyba nigdy nie zdarzyło się żeby wszystkie paliły się jednocześnie dłużej niż tydzień. Powodem wypalania jest prawdopodobnie zbytnie nagrzewanie się powietrza w niewielkich szklanych kulach, w których znajdują się żarówki. A ja porą zimową odczuwam ogromna potrzebę światła, jednakże dzięki felernej lampie w pokoju mam go znacznie mniej niżbym sobie tego życzyła.
Dlatego właśnie robię lampę, aaa nie dodałam jeszcze, że trochę z lenistwa (absurd wiem, ale jednak :) ) ponieważ nie mam ochoty chodzić po sklepach, szukać, szperać, zaglądać by znaleźć tę jedną jedyną, która mi się spodoba, a nie jest to łatwe, bo mnie mało co się podoba :).

Tak więc mój szanowny ojczulek (szanowny niezwykle bardzo, bo gdyby nie on nie miałabym pojęcia o niezliczonej liczbie najróżniejszych, fantastycznych narzędzi, a co dopiero mówić o ich posiadaniu, a on ma chyba wszystko:) ) przywiózł mi ze swojego "warsztatu" deseczki i dziś mierzyliśmy, piłowaliśmy, ucinaliśmy. A potem ja składałam, sklejałam, owijałam, przyszywałam (zszywkami, nie igłą). I wyszły mi stelaże, "owinięte" flizeliną - to jest pierwszy etap moje lampy, a co z tego wyjdzie to mam nadzieję w niedalekiej przyszłości się okaże.


Tak wyglądały moje posklejane stelaże.



A na ten moment moja lampa wygląda tak oto, co dalej będzie się z nią działo tego nawet najstarsi górale nie wiedzą :).

sobota, 2 stycznia 2010

O czym, dla kogo?

Początki, początki, trudne początki...
Dlaczego, dla kogo, w jakim celu?
Impuls, bodziec można nazwać to w ten sposób. Chciałam zacząć porządkować to wszystko co robię, czym żyję, moje eksperymenty, zdjęcia, ręczne robótki.
Ja bardzo dużo skorzystałam z zasobów internetu, z tego co inni piszą, pokazują, czym się dzielą, może kiedyś i u mnie ktoś odnajdzie jakąś inspirację.
Papier, kredki, farby, koraliki, druciki, niteczki...
Decoupage, papierowa wiklina, kolczyki, masa solna, haft krzyżykowy, kartki okazjonalne, kusudama...
Początki fotografowania, obserwacje nieba, słońca, natury...
Przepisy kulinarne, moje gotowanie...
Praca z dziećmi, zajęcia plastyczne, eksperymenty, zabawy, gry...
Książki, filmy, moje przemyślenia, fragmenty...
To wszystko być może znajdzie tu swoje mam nadzieje wygodne i przytulne miejsce.
Goście mile widziani, zapraszam, czuj się jak u siebie.